Na tropie polskich zauropodów

Data publikacji: 11.05.2015

Tekst - dr Gerard Gierliński

Z okazji pierwszego zorganizowanego w Polsce Festiwalu Nauki, we wrześniu 1997 roku, w Muzeum Geologicznym Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie, stanęła pierwsza na świecie naturalnej wielkości rekonstrukcja upierzonego dinozaura. Swe upierzenie zawdzięczała mojemu wcześniejszemu odkryciu – śladom piór półpuchowych w odcisku brzucha dinozaura drapieżnego.

Na okaz ten natknąłem się w 1993 roku w Amherst College w stanie Massachusetts, badając olbrzymią kolekcję tropów wczesnojurajskich dinozaurów zebraną w połowie XIX wieku przez profesora geologii Edwarda Hitchcocka. Zapewne ślady te nie dziwiły Hitchcocka, gdyż uważał je za odciski dawno wymarłych ptaków. Odkrycie to zainspirowało mnie do stworzenia rekonstrukcji upierzonego dinozaura. Jednak obiekt rekonstrukcji, żyjący ponad 200 milionów lat temu na terenie Polski dilofozaur, pozostawał w cieniu swych piór odzwierciedlając przede wszystkim osobliwy wygląd swego pierzastego kuzyna z okolic Bostonu. Nic więc dziwnego, że rozgłos w polskich mediach, jaki towarzyszył pojawieniu się tej rekonstrukcji, nie obejmował pewnej tajemnicy, jaką ze sobą niosła obecność dilofozaura na naszych ziemiach.

Zagadka dilofozaurów

Tropy świętokrzyskich dilofozaurów z nieczynnej kopalni iłów, pomiędzy Odrowążem a Sołtykowem kryły niewyjaśnioną od ponad dziesięciu lat zagadkę, tym bardziej intrygującą, gdyby jej bohaterów miało okrywać pierzaste „futro”. Dziś jedynie kręgowce stałocieplne – ptaki i ssaki – mają izolację termiczną z piór lub włosów. Na podstawie polskich śladów stóp dilofozaurów, jak i ich szczątków kostnych z Arizony można sądzić, że zwierzęta te cechował nie tylko duży apetyt, ale i znaczne rozmiary ciała, mogły mieć nawet do sześciu metrów długości. Dilofozaury były drapieżnikami wręcz stworzonymi do polowania na grubego zwierza. Problem jednak w tym, że pod Sołtykowem nie znaleziono śladów zwierząt godnych dilofozaurzych szczęk. Owszem, 20 kilometrów na południowy zachód od Sołtykowa, koło Mniowa, znane są ślady odpowiednio dużych roślinożerców, dość tajemniczych, wczesnojurajskich dwunożnych prastegozaurów. Zwierzęta te jednak były o 4 miliony lat młodsze, a ślady ich stóp utrwaliły się w odmiennym od Sołtykowa środowisku, w pobliżu laguny okolonej niską roślinnością. Natomiast 206 milionów lat temu w okolicach Sołtykowa rozciągał się bujny podzwrotnikowy las złożony między innymi z sześciometrowych iglaków z rodzaju Hirmeriella. Oczywiście mało jest prawdopodobne by te rośliny, a nie „chodzące góry mięsa” były obiektem kulinarnych zainteresowań dilofozaurów.

2 zdj

Ślady pięciometrowych prastegozaurów z okolic Mniowa znane są już od dziesięciu lat. Sprawca tych śladów był dostatecznie dużym roślinożercą,by zaspokoić apetyt dilofozaura. Jego ślady nie występują jednak tam gdzie tropy dilofozaurów.

Jak się miało okazać, dilofozaurza zagadka wynikła po części z mego własnego błędu w sztuce postrzegania śladów. Na skalistych pustyniach Wyżyny Kolorado, nauczyłem się z biegiem lat dostrzegać skamieniałe tropy na rozległych, naturalnie odsłoniętych powierzchniach piaskowca. W Polsce natomiast, gdzie błoto pokrywające troponośne osady prawie nigdy nie wysycha, a każdy skrawek waki (skały pośredniej pomiędzy piaskowcem a mułowcem) szybko eroduje, zarastając roślinnością, uwagę swą koncentrowałem przede wszystkim na świeżo wykopanych płytach skalnych. Naturalnie ten sposób poszukiwań dinozaurzych śladów w Sołtykowie ograniczał możliwość znalezienia odpowiednio dużych okazów lub śladów o mało czytelnej morfologii stopy.

3_male

Ślady zauropodów w Sołtykowie na które składają się owalne odciski kończyny tylnych i koliste, mniejsze odciski kończyn przednich.

Polskie zauropody

Przełom w moich poszukiwaniach nastąpił na jesieni 1998 roku, w kilka dni po powrocie z południowo-wschodniej części stanu Utah, gdzie tropiłem późnojurajskie zauropody (olbrzymie, długoszyjne, roślinożerne dinozaury gadziomiedniczne), pozostawiające charakterystyczne owalne odciski poduszkowatej podeszwy stopy oraz podkowiaste lub koliste ślady kończyn przednich. Udałem się na bodajże setny wyjazd do Sołtykowa – naszego polskiego parku jurajskiego. Niestety tego dnia byłem kiepskim kompanem w pracach terenowych. Nie podzielając zapału kolegów, w badaniach tak dobrze mi znanego miejsca, postanowiłem rozpalić ognisko w jednym z zagłębień na powierzchni piaskowca przykrytego warstwą zwietrzeliny. Wówczas zwróciłem uwagę na niezwykłe podobieństwo ukształtowania obserwowanej powierzchni do tej, z którą miałem do czynienia kilka dni wcześniej na Dzikim Zachodzie. Gwałtowna ulewa udaremniła dalsze obserwacje, jak i dość naganny pomysł rozpalenia ogniska na terenie rezerwatu.

Pomimo, że pogoda o tak późnej porze roku nie sprzyjała pracom wykopaliskowym, do Sołtykowa powróciłem już po miesiącu z ekipą Telewizji Edukacyjnej. Udało się nam wtedy oczyścić kilka intrygujących zagłębień i naszą pracę wynagrodził widok ścieżki śladów jednego z najstarszych zauropodów, jakie stąpały po Ziemi!

Pierwsze zauropody, wulkanodony, pojawiły się na Ziemi we wczesnym hetangu, piętrze geologicznym rozpoczynającym okres jurajski, jako formy jeszcze „niewielkie” – co najwyżej ośmiometrowe. Ich tropy i szczątki kostne są niezwykle rzadkie i słabo jeszcze poznane. Pod koniec jury zauropody stały się dominującą grupą roślinożerców, największymi zwierzętami lądowymi, jakie kiedykolwiek żyły na Ziemi, mogły mieć nawet około pięćdziesięciu metrów długości. Zauropody to również jedne z najciekawszych dinozaurów i nawet nie sposób tu wymienić wszystkich niespodzianek, których dostarczyły badaczom. Na przykład najbardziej popularny zauropod, „brontozaur”, okazał się błędnie zinterpretowanym młodym osobnikiem apatozaura z głową zapożyczoną od kamarazaura. Również dotychczasowe wyobrażenia na temat sposobu życia zauropodów okazały się dalekie od prawdy.

Jeszcze nie tak dawno uważano, że zauropody były zbyt duże, aby żyć na lądzie. Sądzono więc, że spędzały życie zanurzone w wodzie. Ich tropy ostatecznie jednak obalają takie przypuszczenia, gdyż można z nich odczytać, że pozostawiły je zwierzęta bardzo sprawnie poruszające się po lądzie

Gigantyzm zauropodów miał niewątpliwie swe podłoże w wyścigu adaptacyjnym między roślinami, zwierzętami roślinożernymi i drapieżnikami. Wielkie rozmiary ciała pozwalały roślinożercom dosięgnąć do koron drzew, do których nie sięgali inni jarosze, a z drugiej strony pozwalał uniknąć zagrożenia ze strony wielu mniejszych drapieżników. Oczywiście, daleko posunięta specjalizacja jest często swoistą drogą bez odwrotu, ściśle uzależniającą zwierzę od danego typu środowiska. Tam, gdzie w okresie kredowym wysokie rośliny iglaste zostały wyparte przez niższe rośliny okrytozalążkowe, zanikają też zauropody. We wczesnej jurze, na obszarze Polski brak jest na przykład śladów dużych zauropodów w środowiskach deltowych i lagunowych o niższej szacie roślinnej objadanej przez dominujące tam wczesne tyreofory (opancerzone dinozaury ptasiomiedniczne, takie jak wspomniane polskie prastegozaury).

O ile mechanizm kreujący olbrzymy jest w miarę zrozumiały i obserwowany również w historii trzeciorzędowych ssaków, o tyle rozwiązania fizjologiczne, które musiały iść w parze z gigantyzmem zauropodów stanowią nie lada zagadkę. Nawet, jeżeli zauropody były zwierzętami zmiennocieplnymi, co jest mało prawdopodobne, jeżeli wywodziły się od zwinnych i upierzonych prototeropodów, to i tak miały ogromny problem z pozbyciem się nadmiaru ciepła wytwarzanego podczas pracy mięśni i podczas procesów trawiennych.

Kolejnym problemem biologii zauropodów jest niezwykle długa szyja, wielokrotnie dłuższa niż u współczesnej żyrafy. Wprawdzie niektóre zauropody mogły utrzymywać swą szyję jedynie w pozycji poziomej, lecz prawie wszystkie mogły stawać na tylnych kończynach, obejmując drzewo przednimi kończynami i sięgając pyskiem koron nawet bardzo wysokich drzew. Zapewne do tego celu służyły zauropodom olbrzymie, zakrzywione pazury kciuka, ułatwiające obejmowanie pni podczas żerowania. Ciśnienie tętnicze krwi żyrafy wynosi 320 mm Hg (słupka rtęci), czyli ponad dwukrotnie więcej niż u człowieka. Aby krew dotarła do mózgu zauropoda, jego ciśnienie krwi musiałoby osiągnąć niewiarygodnie wysoką wartość – 630 mm Hg. Można więc przypuszczać, iż za każdym razem, gdy zwierzę opuszczało głowę powinna ona eksplodować.

 Małe głowy zauropodów – z równie małymi mózgami – były łatwe do uniesienia na długiej szyi, ale przysporzyły zauropodom opinię istot wyjątkowo mało rozgarniętych. Takiej tezie przeczą ich tropy.

 

Zauropodzie przedszkole

Latem 1999 roku, wraz z dr Grzegorzem Pieńkowskim i dr Marcinem Ryszkiewiczem z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, powróciłem do pracy badawczej rozpoczętej w poprzednim roku. Przy dużej pomocy pracowników Nadleśnictwa w Stąporkowie udało się nam odsłonić 100 m2, prawie dziesięć procent potencjalnie troponośnej powierzchni w Sołtykowie. Okazało się, iż jest tam nie jedna, a dwie równolegle biegnące ścieżki tropów dużych zauropodów, kierujących się na południe, oraz cztery szlaki tropów młodych zauropodów, początkowo idących obok siebie na północ, następnie przyspieszających i synchronicznie skręcających lekko na północny zachód. Obraz, który ukazał się naszym oczom jest najstarszym zapisem stadnego trybu życia zauropodów, a nawet dinozaurów w ogóle.

Cztery równoległe ścieżki tropów pozostawione przez stadko młodych zauropodów. Dinozaury te przeszły ponad 200 milionów lat temu w miejscu leżącym dziś pomiędzy Odrowążem a Sołtykowem, na północnym obrzeżeniu Gór Świętokrzyskich.

Cztery równoległe ścieżki tropów pozostawione przez stadko młodych zauropodów. Dinozaury te przeszły ponad 200 milionów lat temu w miejscu leżącym dziś pomiędzy Odrowążem a Sołtykowem, na północnym obrzeżeniu Gór Świętokrzyskich.

Jak wiemy z obserwacji współczesnych kręgowców, stadny tryb życia wiąże się z bogactwem zachowań społecznych stawiających przed zwierzętami pewne wyzwania, z którymi zauropody dawały sobie radę. Zauropody musiały mieć więc pewne zróżnicowane obyczaje społeczne. Część gatunków pozostawiała ślady dorosłych osobników, wędrujących wraz ze swoimi młodymi. Młode zauropody miały proporcjonalnie krótsze niż ich rodzice szyje, większe głowy i oczy, czyli uniwersalny w przyrodzie zespół cech charakteryzujący dzieci wyższych kręgowców, a służący wspomaganiu instynktu rodzicielskiego.

Niedawno odkryte w Portugalii ślady późnojurajskich zauropodów świadczą jednak też o tym, że niektóre zauropody w wieku od 1 do 2 lat tworzyły stada młodych wędrujących samodzielnie osobników. Sołtyków jest drugim europejskim stanowiskiem świadczącym o takich obyczajach niektórych zauropodów. Rozmiary śladów młodych polskich zauropodów są mniejsze do 45 do 55 % od stóp dorosłych osobników, co pozwala, według reguły podanej przez dr Martina Lockleya z Uniwersytetu Kolorado, ocenić ich wiek na pomiędzy pierwszym a drugim rokiem życia. Okresowo tworzone stadka „maluchów” znane są również u współczesnych kręgowców. Stadka takie, zazwyczaj pomiędzy pierwszym a czwartym rokiem życia, tworzą bociany. Zwyczajem zaś południowoamerykańskich wielbłądowatych guanako jest przeganianie przez przywódcę stada osobników starszych niż jednoroczne.

Oczywiście w nauce nie ma interpretacji, która nie mogłaby być zastąpiona inną. Wszystko może wyglądać inaczej, jeśli w Sołtykowie utrwalił się zapis zdarzenia z jednej chwili, w której na wilgotny grunt niemal równocześnie wkroczyły dinozaury, a niedługo po tym, świeże jeszcze ślady pokryła warstwa naniesionego przez wody powodziowe osadu, utrwalając tropy na miliony lat. W takich okolicznościach młode mogły tworzyć nie tyle niezależne stado, co okresowe „przedszkole” trzymających się razem młodych osobników. Osobniki te w ciągu dnia pasły znajdującą się niżej roślinnością, gdyż ich młode szyje nie sięgały jeszcze tak wysoko jak szyje dorosłych zwierząt.

Analizując dalej troponośną powierzchnię w Sołtykowie, przy założeniu, że wszystkie ślady zostały pozostawione jednocześnie, można stwierdzić, że „przedszkole” młodych zauropodów zostało wystraszone przez dwa drapieżne dilofozaury, nadchodzące z północnego i południowego wschodu. Świadczą o tym ich tropy pozostawione w bezpośrednim sąsiedztwie tropów małych zauropodów. Krok w śladach maluchów wydłuża się i zaczyna lekko skręcać na północny zachód. Tymczasem z przeciwka nadciąga para rodziców – dorosłych zauropodów. Zwierzęta te cały czas z daleka obserwowały swe potomstwo. Ślady pokazują, że zwierzęta te kierują się w stronę młodych i wchodzą pomiędzy swoje potomstwo a zbliżające się drapieżniki.

Trójpalczaste ślady dilofozaura w Sołtykowie idą wprost w kierunku tropów pozostawionych przez stadko młodych zauropodów.

Trójpalczaste ślady dilofozaura w Sołtykowie idą wprost w kierunku tropów pozostawionych przez stadko młodych zauropodów.

Olbrzymie, dorosłe zauropody mogły skutecznie wystraszyć dilofozaury. Lecz na początku 2000 roku młody adept geologii Grzegorz Niedźwiedzki odkrył w Sołtykowie niezwykły ślad drapieżnika tak wielkiego, iż bez trudu mógł on uczynić spustoszenie wśród największych nawet wczesnojurajskich zauropodów. Ślad ten liczy sobie ponad pół metra długości i pozostawił go prawie dziewięciometrowy drapieżnik. Jak ten drapieżnik wyglądał na razie się jednak nie dowiemy, gdyż nigdzie na świecie w osadach z początku okresu jurajskiego nie znaleziono szczątków tak wielkiego dinozaura drapieżnego.

Rekonstrukcja zdarzenia sprzed 200 mln lat w Sołtykowie odtworzona w JuraPark Krasiejów.

Troponośna powierzchnia w Sołtykowie jest obecnie zakonserwowana i zadaszona, a rezerwat nosi nazwę „Gagaty Sołtykowskie”. Do odwiedzenia tego miejsca zachęcam wszystkich zainteresowanych polskimi dinozaurami.

Tekst i zdjęcia dr Gerard Gierliński

  • Zaplanuj wizytę w JuraParku
  • Przejdź na stronę
    Jurapark Krasiejów
    Wchodzę
  • Przejdź na stronę
    Jurapark Solec
    Wchodzę
  • Przejdź na stronę
    Jurapark Bałtów
    Wchodzę