Sztuka Homo erectus

Data publikacji: 26.01.2015

Ta historia choć prawdziwa nie miała prawa się wydarzyć. Gdy w roku 1887 holenderski lekarz i anatom Eugène Dubois wyruszył do Indii Wschodnich (dziś Indonezja), by szukać tam Brakującego Ogniwa ewolucji, swe przewidywania oparł na fałszywych założeniach, głębokiej wierze w tajemniczy, zatopiony kontynent, którego nigdy nie było i rasistowskie uprzedzenia, które były tylko urojeniami. A mimo to znalazł - dokładnie to, czego szukał i dokładnie tam, gdzie to sobie wyobrażał.

Odkrycie jawajskich pitekantropów – największe dokonanie Dubois – było milowym krokiem w dziejach antropologii, bo pokazywało ponad wszelką wątpliwość, że człowiek kopalny istniał naprawdę (L’homme fossile n’existe pas – „człowiek kopalny nie istnieje”, to powiedzenie barona Cuviera było przez dziesięciolecia mottem dla wielu antyewolucyjnie nastawionych paleontologów).

Chęć odnalezienia Brakującego Ogniwa, czyli formy pośredniej między małpą a człowiekiem była dla Dubois niemal obsesją – w tym czasie nie znano jeszcze żadnych kopalnych szczątków homininów (poza europejskimi neandertalczykami, co do których toczyły się niekończące się spory, trwające zresztą do dziś), a Dubois uważał , że dopiero jego znalezienie będzie ukoronowaniem i ostatecznym potwierdzeniem darwinowskiej teorii ewolucji. Dlaczego jednak wybrał akurat Jawę za cel swoich poszukiwań?

Po pierwsze – bo była to holenderska posiadłość, więc Dubois mógł liczyć na rządowe finansowanie (nie przeliczył się). Tyle, że ewolucja rzadko kieruje się takimi kryteriami. Po drugie – bo Ernst Haeckel, niemiecki ewolucjonista i jego mistrz (i autor koncepcji hipotetycznego małpoluda, czyli pitekantropa – to on wymyślił tę nazwę, którą Dubois potem zastosował do swego odkrycia) wierzył w istnienie dawnego lądu Lemurii między Afryką i Azją, gdzie ów małpolud miał się narodzić. I choć Lemurii już nie ma, to właśnie na jej obrzeżu (a wulkaniczna Jawa dobrze pasowała do miejsca, gdzie miały zapaść się brzegi tego mitycznego lądu) Dubois spodziewał się znaleźć ślady historii, która toczyła się w jej wnętrzu i która zniknęła wraz z pogrążeniem się całego kontynentu.

Po trzecie wreszcie, bo Indie Wschodnie są ojczyzną małp człekokształtnych – orangutanów i gibonów, a choć Huxley i Darwin twierdzili, że małpy afrykańskie bardziej przypominały ludzi, wielu europejskich antropologów ich argumenty nie przekonywały. Było w tym trochę racji naukowych (anatomicznie orangutany i gibony pod niektórymi względami bardziej przypominają ludzi niż małpy afrykańskie), było też i bardzo wiele uprzedzeń.

Delikatnie zbudowane gibony, chodzące na dwóch nogach w postawie wyprostowanej, o niemal ludzkich głowach, ze słabo wysuniętymi szczękami i ledwo zarysowanymi wałami nadoczodołowymi (i potrafiące śpiewać na dodatek!) były znacznie atrakcyjniejsze od wyglądających na troglodytów i niezdarnych goryli czy opętanych seksualnie szympansów, o wyjątkowo nieapetycznie obrzmiałych i czerwonych okolicach genitaliów, które na pruderyjnych wiktoriańskich intelektualistach robiły jak najgorsze wrażenie. Monogamiczne i wierne aż do śmierci gibony, czy samotnicze orangutany kopulujące w pozycji „misjonarskiej” (tzn. twarzą w twarz), o niemal nieodróżnialnych od ludzkich zębach i dziwnie czerwonych futrach („Irish red”, jak mówiono) to był dla wielu zdecydowanie lepszy materiał na przodków od seksualnie rozpasanych i czarnych na dodatek szympansów czy goryli.

Historia odkrycia pitekantropa (dziś zaliczanego do gatunku H. erectus ), pełna zaskakujących zwrotów i ciekawych znalezisk, jest dziś dobrze poznana i nie miejsce tu, by ją szczegółowo omawiać (ciekawych odsyłam do mojej książki „Homo sapiens, meandry ewolucji”). Dość powiedzieć, że Dubois mimo kilku lat poszukiwań na Sumatrze (gdzie odkopał tysiące kości trzeciorzędowych ssaków, w tym nawet przodków gibonów), na szczątki człowieka kopalnego nie natrafił i przeniósł się na sąsiednią Jawę, gdzie w miejscowości Trinil nad rzeką Solo, w skarpie odsłaniają się tufy wulkaniczne z końca epoki trzeciorzędowej, znane z obfitości paleontologicznych znalezisk.

Kości zwierzęce były wszędzie i były nad wyraz zróżnicowane, jakby cała zoogeograficzna Eurazja (z Afryką) skupiła się w tej jednej dolinie. Niemal co dzień znajdował szczątki zarówno wciąż żyjących jak i wymarłych gatunków: hipopotamów, świń, tygrysów, hien, słoni, stegodonów (azjatyckich trąbowców o prostych ciosach, znanych ze swych miniaturowych wersji na wielu wyspach archipelagu) i małp człekokształtnych – orangutanów i gibonów. Jawa musiała być kiedyś rajem dla dużych ssaków, co można tłumaczyć faktem, że w czasach zlodowaceń, gdy wyspa łączyła się poprzez odsłonięte szelfy z kontynentem wędrowały tu zwierzęta ze wszystkich lądów Starego Świata i później, podczas ocieplenia, znajdowały się w pułapce. Podczas kilkunastu glacjałów z Azji pompowane były niejako wciąż nowe gatunki ssaków i za każdym razem były tam więzione, a bogactwo ekologiczne tych wulkanicznych obszarów zapewniało znacznej ich części dostatnią egzystencję.

To tam właśnie, w Trinil, Dubois znalazł w końcu pojedynczy ząb trzonowy i kości sklepienia czaszki (kalotę), których podobieństwo do ludzkich było uderzające. Nadał im nazwę Anthropopithecus javanensis.

W 1892 roku przyszło kolejne odkrycie, które miało zmienić historię paleoantropologii, a może wręcz wyznaczyć jej początek. Tym razem była to kość udowa – długa, prosta, o dużej i silnie odstającej główce stawowej; mogła właściwie należeć do człowieka współczesnego. Ale nie była współczesna; więcej – wyglądała na kolejny element szkieletu tego samego „antropopiteka”. Ta istota najwyraźniej miała nie tylko podobną do człowieka głowę, ale chodziła też na dwóch nogach w pozycji wyprostowanej.

Szczątki H. erectus znalezione w Trinil przez Dubois. U góry z lewej kalota, z prawej kość udowa, u dołu ząb trzonowy. Public domain.

Szczątki H. erectus znalezione w Trinil przez Dubois. U góry z lewej kalota, z prawej kość udowa, u dołu ząb trzonowy. Public domain.

Szczątki H. erectus znalezione w Trinil przez Dubois. U góry z lewej kalota, z prawej kość udowa, u dołu ząb trzonowy. Public domain.

To wystarczyło. Dubois był już pewien – to nie małpa, ale najprawdziwszy małpolud, haecklowski pitekantrop, w dodatku w pełni wyprostowany, czego nawet Haeckel nie przewidział. Pozostawało tylko te wszystkie rewelacje zawrzeć w nowej nazwie, co nie było trudne, bo wystarczało odwrócenie jej członów – i tak Anthropopithecus zmienił nazwę na pitekantropa (Pithecanthropus). A że okazał się wyprostowany to i otrzymał bardziej adekwatną nazwę gatunkową: zamiast javanensis nazywał się odtąd erectus. Teraz już wszystko się zgadzało z przepowiedniami Haeckla – miejsce, czas i budowa anatomiczna. W roku 1883 Dubois napisał do przyjaciół w Europie: „Znalazłem Brakujące Ogniwo Darwina!”. Misja została wykonana.

Dziś, po z górą 100 latach okazało się nieoczekiwanie, że ta misja ma swój ciąg dalszy, być może nawet bardziej sensacyjny. W materiałach Dubois, które do dziś się przechowały, były nie tylko kości pitekantropa i niezliczone skamieniałości innych ssaków, ale też szczątki roślin i drobnych bezkręgowców, które zostały teraz przebadane przez zespół Josephine Joordens (Homo erectus at Trinil on Java used shells for tool production and engraving; oryginalny artykuł z Nature tu). I to właśnie wśród nich znaleziono coś, co może mieć nawet większe znaczenie dla zrozumienia ewolucji człowieka niż owe kilka kości długich i kalota „Brakującego Ogniwa”. Tym czymś, o dziwo, była niepozorna muszla małża, jedna z tysięcy, które w Trinil zostały znalezione.

Stanowisko Trinil to osady dawnej rzeki Solo, stąd nie dziwi ogromna ilość muszli wodnych mięczaków, które tam znaleziono. Zespołowi Josephine Joordens chodziło właśnie o zbadanie kolekcji tych muszli, by odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu jawajskie homininy wykorzystywały wodne środowisko (a to jest dziś gorący temat w antropologii, w której obraz wczesnych ludzi jako wyłącznie sawannowych myśliwych powoli odchodzi do lamusa). Badania potwierdziły silne związki pitekantropów z wodą i jej zasobami – John Hawks na swym blogu (tam też ilustracje z artykułu Joordens) pisze nawet, że odtąd można nazywać H. erectus (przynajmniej jawajskiego) „wytrawnym łowcą mięczaków”. Najbardziej pospolitym gatunkiem w kolekcji są słodkowodne i zamieszkujące różne wilgotne środowiska małże Pseudodon vondembuschianus. Spośród 166 jego muszli ogromna większość należała do dużych osobników – widać, że były starannie selekcjonowane przez zbieraczy pod kątem ich wartości odżywczych. Na jednej trzeciej muszli znaleziono drobne zadrapania w miejscach, gdzie chcący się dostać do wnętrza „łowca” musiał naciąć mięsień trzymający obie połówki muszli w zamknięciu. Używane do tego narzędzie musiało być ostre – jak się zdaje wykorzystywano w tym celu zęby rekinów (kopalne lub współczesne), których dużo można na morskim brzegu znaleźć (autorzy wykonali serię eksperymentalnych nacięć z użyciem różnych ostrych narzędzi na kopalnych muszlach Pseudodon i rekinowy „rylec” dał najbliższe oryginałom rezultaty).

To potwierdzało przywiązanie wczesnych homininów do wody i jej zasobów – całkiem ważna informacja zważywszy na postulowaną, choć wciąż niepewną, rolę wodnych środowisk w ewolucji człowieka. Ale prawdziwym szokiem okazało się co innego – na jednej z muszelek znaleziono wyraźne linie, układające się w geometryczny wzór, jakiego nie można by się spodziewać po przypadkowych draśnięciach jej powierzchni przez ostre narzędzia.

Figura 2 z artykulu Joordens et al., 2014. Skala 1 cm (a) i 1 mm (d).

Figura 2 z artykulu Joordens et al., 2014. Skala 1 cm (a) i 1 mm (d).

Figura 2 z artykulu Joordens et al., 2014. Skala 1 cm (a) i 1 mm (d).

Linie znajdują się w środkowej części lewej skorupki małża (muszla małża składa się z dwóch skorupek, połączonych zawiasem i ściśniętych mięśniem). Ich wzór tworzą, licząc od „tylnej” (bardziej oddalonej od zawiasu) części skorupki, zygzakowata linia w kształcie litery M, kilka mniej wyraźnych równoległych linii i kolejny zygzak układający się w odwróconą literę N. Co ciekawe, wszystkie linie są nachylone w tym samym kierunku, tak że obie „litery” wydają się pisane kursywą. U góry skorupki jest jeszcze kilka krótszych linii, też równoległych i też pochylonych (choć nieco bardziej) w tę samą stronę.

Na wszelki wypadek, by wykluczyć inne możliwe interpretacje, autorzy starannie rozważyli wszelkie alternatywne scenariusze i stwierdzili, że żadne nie tłumaczą pojawienia się tych znaków na muszli. Widziane w dużym powiększeniu ukazują regularną i stałą głębokość rytu i asymetryczny kształt nacięć, co wskazuje że nacisk „rylca” szedł z jednej strony. Szczególnie ważne są miejsca, gdzie bruzdy załamywały się pod dużym kątem (pięć razy, na wierzchołkach „liter” M i N), gdyż artysta nie podnosił tam swego narzędzia, ale kierował je w inną stronę, co wskazuje na wcześniejszy zamysł i jego późniejszą realizację. Sugeruje to precyzyjną kontrolę nad ruchami palców, a może też wskazywać, że wszystkie linie są dziełem jednego człowieka, powstały podczas jednego „posiedzenia” i wykonane zostały jednym narzędziem. Analiza powierzchni skorupki nad bruzdami pokazała dodatkowo, że rytowanie nastąpiło przed zagrzebaniem jej w osadzie i jeszcze na etapie, gdy jej powierzchnia pokryta była łuskowatym periostracum (brunatną warstewką organiczną, odpadającą zwykle po śmierci zwierzęcia), co oznacza, że świeże nacięcia sięgające białej warstwy aragonitowej pod spodem dawały wyraźnie odróżniający się od otoczenia wzór. Najwyraźniej były to świadomie wyryte figury i nie miały nic wspólnego z poszukiwaniem pożywienia!

Powie ktoś – cóż, to kilka niezgrabnych znaków, na jednej małej muszelce. Tak, ale to jak kilka – równie niezgrabnych – kroków Armstronga na Księżycu. Bo trudno przypuścić, by wśród wszystkich przedstawicieli Homo erectus był tylko jeden artysta, by ozdobił tylko jedną muszelkę i byśmy akurat tę muszelkę znaleźli. A Homo erectus żyłprzez 1,5 miliona lat i to na trzech kontynentach. Jeśli więc naprawdę ta muszelka z Trinil jest przejawem symbolicznego myślenia i artystycznej biegłości (a trudno doprawdy ją inaczej interpretować) to logiczny wniosek, jaki się nasuwa jest taki: odkryliśmy nie jedną muszelkę z paroma bazgrołami, ale trafiliśmy na ślad największej rewolucji, jaka się na naszej planecie rozegrała od początku powstania na niej życia. A wreszcie – jeśli potraktujemy to odkrycie poważnie, to okaże się, że być może takich śladów jest znacznie więcej, że znamy je od dawna i że powinniśmy przemyśleć na nowo liczne wcześniejsze doniesienia o domniemanej sztuce pre-sapiens, których było całkiem sporo, tylko zawsze zwyciężała słuszna skądinąd ostrożność, by nie przydawać im nadmiernego znaczenia. Skoncentrowani na wspaniałej sztuce figuratywnej, która pojawia się nagle wraz z najstarszymi (i najpiękniejszymi zarazem) jej przejawami we Francji (jaskinia Chauveta, ok. 35 tys. lat temu) i w jaskiniach Szwabii (Niemcy) zwykle nie zwracaliśmy uwagi na nieporównanie częstsze przejawy towarzyszącej im stale sztuki „geometrycznej”, której znaczenia nie potrafimy zrozumieć. A wydaje się, że te towarzyszące zawsze sztuce naskalnej i mobilnej geometryczne znaki są przejawem znacznie starszej tradycji, którą mogliśmy odziedziczyć nie tylko po ludziach, którzy nie potrafili jeszcze przedstawiać świata, ale nie byli nawet jeszcze ludźmi – przynajmniej współczesnymi (Homo sapiens).

W roku 1995 Robert Bednarik – jeden z najważniejszych zwolenników tezy o głębokich korzeniach ludzkiej sztuki – opublikował artykuł (Bednarik, R. G., 1995, Concept-mediated marking in the Lower Palaeolithic, Current Anthropology, 605-634), w którym zawarł przykłady niezliczonych obiektów archeologicznych, w tym z kości i rogu, z rytymi znakami, których nie da się wyjaśnić zwykłą działalnością, taką jak krojenie mięsa, czy obrabianie skór. Najstarsze i najbardziej znane z tych obiektów pochodzą ze stanowiska Bilzingsleben we wschodnich Niemczech, gdzie prof. Mania z Jeny przez lata badał ślady pozostawione przez jakąś wyjątkowo zaawansowaną populację praludzi (Homo heidelbergensis?, H. erectus?). Ich wiek ocenia się na 350 – 400 tys. lat. W Bilzingsleben żyli ludzie, których zachowania nie pasowały zupełnie do tego, co „powinny” robić prymitywne homininy, a przynajmniej do naszych o nich wyobrażeniach. Przede wszystkim – wykonywali narzędzia z kości i rogu, a więc materiałów, których użycie przypisuje się dopiero ludziom z górnego paleolitu – nie tylko „współczesnym”, ale i nowoczesnym (nasz gatunek istnieje od ok. 200 tys. lat, ale górny paleolit zaczął się w Europie ok. 40 tys. lat temu). Na tych narzędziach Mania znalazł ślady rytów, w postaci równoległych i rozchodzących się promieniście linii, których nie da się wytłumaczyć przypadkowymi zadrapaniami, ani rysami powstałymi podczas ich stosowania. Jak pisze Hawk: „Regularna odległość między liniami, ich w przybliżeniu stała długość i V-kształtny przekrój sugeruje, że zostały wykonane w jednym czasie i przy użyciu jednego rylca”.

Nacięcia na kościanych narzędziach z Bilzingsleben. Wszystkie skale na rysunku mają 10 cm. Z pracy Bednarika (1995)

Nacięcia na kościanych narzędziach z Bilzingsleben. Wszystkie skale na rysunku mają 10 cm. Z pracy Bednarika (1995)

Nacięcia na kościanych narzędziach z Bilzingsleben. Wszystkie skale na rysunku mają 10 cm. Z pracy Bednarika (1995)

Narzędzia z kości i rogu są znacznie mniej trwałe niż kamienne, ślady na nich tym bardziej. A nawet kiedy się zachowują, rzadko te ślady zauważamy, a jeszcze rzadziej interpretujemy jako efekty świadomego i celowego działania. W końcu kości często są zarysowywane podczas odkrawania mięsa, rogi praktycznie nie zachowują się nigdy (róg zbudowany jest z materii organicznej). Inaczej jednak jest z ciosami mamutów – te mają podobną budowę, jak kości, a ponieważ nie były nigdy pokryte mięsem ani skórą więc rysy na nich nie dają się łatwo wytłumaczyć. Taki pokryty równoległymi liniami cios znaleziono w Mamontowoj Kurii, na dalekiej północy Rosji. Choć jego wiek jest znacznie młodszy (ok. 40 tys. lat) to i tak jest najstarszym śladem pobytu człowieka w Arktyce, w dodatku mogącym należeć zarówno do człowieka współczesnego, jak i neandertalczyka.

Innym, znacznie częściej cytowanym znaleziskiem są artefakty z jaskini Blombos w RPA, datowane na ponad 70 tys. lat. I tu żyła jakaś behawioralnie zaawansowana populacja, po której – wśród wielu innych obiektów – pozostała niezwykła płytka ochrowa pokryta serią zygzakowatych linii, układających się w wyraźnie geometryczny wzór. Ochra jest bardzo miękka, więc trudno wyobrazić sobie, by wykonywano z niej narzędzia, w dodatku jest to materiał używany do produkcji barwników, co samo w sobie wskazuje na „artystycznie” zaawansowany charakter tej populacji. Podobnie jak perforowane muszelki służące jako koraliki, które znaleziono w tych samych osadach.

Płytka ochrowa z jaskini Blombos z nacięciami. Fot. Chris. S. Henshilwood, Creative commons

Ryc.6

Fragment kości z jaskini Blombos z równoległymi liniami.

Fot. Chris. S. Henshilwood, Creative commons

Perforowane muszelki ślimaków z jaskini Blombos. Fot. Marian Vanhaeren & Christopher S. Henshilwood, Creative Commons

Perforowane muszelki ślimaków z jaskini Blombos.

Fot. Marian Vanhaeren & Christopher S. Henshilwood, Creative Commons

 

To, co wiemy dotąd na temat sztuki pre-sapiens i w ogóle sztuki geometrycznej to nawet nie wierzchołek góry lodowej – to raczej rysa (dosłownie) na tym wierzchołku. Nie wiemy co te znaki przedstawiają, ani kto i po co je pozostawił. Ale koncepcji nie brakuje – od symboli żeńskich i męskich (André Leroi-Gourhan), przez swoisty zapis pierwotnego kalendarza (Alexander Marshack), aż po proto-alfabet, którym miano zapisywać proste instrukcje lub idee (Genevieve von Petzinger i April Nowell). Za wcześnie z pewnością na konkluzje, a już szczególnie na próby odnalezienia ciągłości wykraczające daleko poza ramy już nie tylko jednego kontynentu, ale nawet jednego gatunku – Trinil i Bilzingsleben są nie tylko na przeciwstawnych krańcach świata, ale też zawierają szczątki i wytwory należące do dwóch różnych homininów, z których żaden nie był H. sapiens! Ale z pewnością najwyższy już czas, by się tej niedocenianej i często nieuchwytnej twórczości przyjrzeć uważnie i potraktować z największą powagą.

Autor: Marcin Ryszkiewicz

 

  • Zaplanuj wizytę w JuraParku
  • Przejdź na stronę
    Jurapark Krasiejów
    Wchodzę
  • Przejdź na stronę
    Jurapark Solec
    Wchodzę
  • Przejdź na stronę
    Jurapark Bałtów
    Wchodzę